„Do negocjacji” w ogłoszeniu? Uważaj, co komunikujesz kupującym

Przy sprzedaży mieszkania znaczenie ma nie tylko cena, zdjęcia czy lokalizacja. Bardzo często o odbiorze oferty decydują również pojedyncze słowa. Jednym z najlepszych przykładów jest popularny dopisek: „do negocjacji”.

Dla wielu sprzedających brzmi niewinnie. To po prostu sygnał, że są otwarci na rozmowę i gotowi podejść elastycznie do transakcji. Problem w tym, że kupujący bardzo często odczytują ten komunikat zupełnie inaczej.

W praktyce „do negocjacji” często oznacza dla nich jedno: cena jest zawyżona i na pewno da się ją obniżyć.

I właśnie tutaj zmienia się cała dynamika sprzedaży. Zamiast skupiać uwagę na atutach nieruchomości i budowaniu jej wartości, rozmowa od początku schodzi na temat obniżki ceny. Kupujący nie zastanawia się już, czy mieszkanie jest warte swojej ceny – zaczyna kalkulować, ile uda się „urwać”.

To pozornie drobny detal, ale potrafi mocno wpłynąć na sposób prowadzenia negocjacji. Sprzedający częściej wchodzi wtedy w rolę osoby tłumaczącej i broniącej swojej wyceny, zamiast świadomie budować pozycję negocjacyjną.

Czy to znaczy, że nie warto negocjować? Oczywiście, że nie. Negocjacje są naturalnym elementem rynku nieruchomości i pojawiają się praktycznie zawsze. Różnica polega jednak na tym, z jakiej pozycji startujesz.

Dobrze przygotowana oferta, prawidłowo ustalona cena rynkowa i przemyślana strategia sprzedaży sprawiają, że negocjacje przebiegają na zupełnie innych zasadach. Nie opierają się na szukaniu „przesadzonej ceny”, tylko na realnej rozmowie o wartości nieruchomości.

Dlatego przy sprzedaży mieszkania warto pamiętać, że każde słowo w ogłoszeniu coś komunikuje. A dobrze poprowadzona sprzedaż zaczyna się dużo wcześniej niż przy pierwszym spotkaniu z kupującym.